To był naprawdę świetny rok dla wielkopolskiego kajakarstwa - wywiad w Głosie Wielkopolskim

To był naprawdę świetny rok dla wielkopolskiego kajakarstwa - wywiad w Głosie Wielkopolskim

GŁOS WIELKOPOLSKI
Rozmowa z Ireneuszem Pracharczykiem prezesem Wielkopolskiego Związku Kajakowego i trenerem sekcji kanadyjkowej Posnanii.

Leszek Gracz
sport@glos.com

Leszek Gracz: Jakie jest kajakarstwo w dobie pandemii? Kajaki pływają jak zawsze przodem do przodu, dystanse są takie same, zawodniczki i zawodnicy zdobywają medale… Czyli wszystko jest tak,
jak było przed koronawirusem?
Ireneusz Pracharczyk: Sportowo tak, lecz pod względem organizacyjnym to zupełnie inny świat. Pierwsze wielkie wyzwanie stanęło przed nami już w 2020 roku, gdy na starcie ogólnopolskich regat eliminacyjnych i memoriału Wojciecha Skrzypczyńskiego stanęło 600 uczestników, a trzeba było je rozgrywać w bardzo rygorystycznym reżimie sanitarnym. Po 150 zawodnikach trzeba było robić przerwę, ta grupa musiała opuścić miasteczko zawodnicze i trzeba było przeprowadzać gruntowną dezynfekcję wszystkiego z czym mieli styczność uczestnicy poza... wodą w Jeziorze Maltańskim. Później ta pierwsza grupa musiała opuścić tereny startowe i wchodziło następnych 150 uczestników. I tak kilka razy. To była prawdziwa udręka, no i dodatkowe koszty, które sprawiły, że te zawody były dwukrotnie droższe niż zwykle przedtem.

LG: A jak w tym odnajdowali się młodzi zawodnicy?
IP: Całkiem dobrze, byli nawet zdyscyplinowani. Trochę gorzej było z ich rodzicami, których jednak rozumiem, że chcieli być blisko, robić im zdjęcia podczas startu i wyścigów, a nie mogli do nich podejść, wejść do wioski zawodniczej. To było dla nich sporym rozgoryczeniem, bo przecież rodzice żyją życiem swych dzieci. Ale i oni ostatecznie to zrozumieli i poddali się rygorom.

LG: Jednak to wszystko - choć trudne, wymagające – okazało się tylko bojowym przetarciem przed rokiem 2021, gdy organizowaliście w Poznaniu dwie imprezy najwyższej rangi międzynarodowej.
IP: Bez wątpienia tak. Mieliśmy już sprawdzoną ekipę, która poznała czego od nich wymaga podczas regat kajakowych reżim sanitarny w okresie pandemii. I nie dotyczyło to tylko nas, organizatorów, ale i sędziów, ratowników wodnych, ochroniarzy, pracowników transportu i wszystkich innych.

LG: A więc dało się te doświadczenia przełożyć najpierw na mistrzostwa Europy seniorów a potem juniorów i młodzieżowców?
IP: Tak, ale takie prestiżowe regaty w międzynarodowym gronie niosły z sobą kolejne wyzwanie, bo Europejska Federacja Kajakowa (ECA) bardzo pilnowała, aby reżim sanitarny (nawet przez federację zaostrzony w stosunku do naszych, krajowych wymagań) był bezwzględnie i bez żadnych odstępstw zachowywane. Jednak bezcenna była dozwolona obecność widzów na trybunach, bo to przecież sedno wszystkich imprez sportowych.

LG: Wy jednak nie przestraszyliście się koronawirusa i gdy nadarzyła się okazja, przechwyciliście mistrzostwa Europy seniorów, bo przecież mieli je organizować Niemcy.
IP: Musimy żyć z takiej rzeczywistości, jaką mamy. W stosunku do koronawirusa mamy wielki respekt i nie lekceważymy go ani trochę, chroniąc przed nim zawodników na wszelkie dostępne sposoby. Sam ciężko przeszedłem tę chorobę na przełomie 2020 i 2021 roku więc na własnej skórze doświadczyłem co to znaczy. Jednak, gdy niespodziewanie Duisburg zrezygnował organizacji mistrzostw Europy seniorów błyskawicznie – przy ogromnym i bezcennym wsparciu władz miejskich – zgłosiliśmy kandydaturę Poznania. I dobrze, że tak szybko zareagowaliśmy, bo potem obudzili się najpierw Rosjanie a po nich Węgrzy. Na szczęście dla nas – zbyt późno.

LG: Mieliście zaledwie trzy tygodnie na zorganizowanie tej wielkiej imprezy.
IP: Tak, to była wręcz sprinterska akcja, ale wszystko zagrało, bardzo nam pomogły w tym władze Poznania – bez nich to by się udało. Szybka decyzja Polskiego Związku Kajakowego też była kluczowa. Ale opłaciło się jak najbardziej - zauważyły naszą
sprawność światowe władze kajakarstwa i powierzają nam kolejne imprezy: w przyszłym roku i w 2023 odbędą się u nas zawody Pucharu Świata, w 2023 roku również światowe regaty nadziei olimpijskich. A chcemy jeszcze więcej.

LG: To chyba był wasz największy sukces mijającego roku?
IP: Największym moim sukcesem w tej kadencji jest to, że udało mi się zgromadzić wokół siebie do pracy w Wielkopolskim Związku Kajakowym grono wspaniałych, młodych ludzi, doskonałych fachowców takich jak choćby Agata Piszcz-Dziamska, Jolanta
Rzepka, Dorota Błaszczak, Izabella Dylewska. Bez nich nic by się nie udało.

LG: Organizacyjnie spisujecie się rewelacyjnie, a jak ocenia Pan ten rok pod względem sportowym?
IP: To był naprawdę świetny rok, bo jakże inaczej można to oceniać, gdy poznańska kajakarka Karolina Naja przywozi z igrzysk olimpijskich dwa medale, a kaliszanka Marta Walczykiewicz jest o krok od podium, Tomasz Barniak w finale C2? Na mistrzostwach świata seniorów w Danii medale zdobyli Walczykiewicz i Barniak. Natomiast na młodzieżowych mistrzostwach świata i Europy mieliśmy również kilka medali z tytułami mistrzowskimi Jakuba Stepuna w K-1 na 200 m w obu imprezach oraz Martyny Klatt w mistrzostwach Europy w K-2 i K-4 (między innymi z Klayudią Cyrulewską). 22 zawodniczki i zawodników z Wielkopolski od juniorów do seniorów reprezentowało Polskę na imprezach najwyższej międzynarodowej rangi, mieliśmy troje olimpijczyków w Tokio. Nasze kluby takie jak AZS AWF Poznań, Posnania Poznań, Energetyk Poznań czy Zryw Wolsztyn są krajową potęgą.

LG: Jest Pan działaczem sportowym, ale równocześnie też wciąż trenerem. Czy jedno drugiemu nie przeszkadza?
IP: Absolutnie nie, wręcz przeciwnie – pomaga. Prezesem wielkopolskiego związku jestem trzecią kadencję, w przyszłym roku będzie 40-lecie mojej pracy trenerskiej, z kajakarstwem związany jestem ponad pół wieku, bo przecież przez wiele lat pływałem z niezłymi sukcesami w kanadyjce. To jest moje życie. Każdy trener jest przede wszystkim szkoleniowcem, ale przy tym po trochu również wychowawcą działaczem sportowym, ale także szkutnikiem, sternikiem motorówki, nawet trochę masażystą i pielęgniarzem. Jak trzeba wyrąbywać szlak w lodzie – to też to robi. Często powtarzam, że zawodnik ma tylko jedną, swoją karierę, natomiast trener ma tyle karier, ilu ma zawodników. Teraz, jako prezes, postawiłem sobie za cel jak najbardziej zintegrować wielkopolskie środowisko zawodników, trenerów, sędziów, działaczy sportowych tak, abyśmy byli niczym wielka kajakowa rodzina. I chyba mi się to udaje, ale tak naprawdę trzeba zapytać o to innych.

LG: Czy przy tym wszystkim doba nie staje się za krótka?
IP: No, na pewno. Zwłaszcza, że przecież prowadzę od wielu, wielu lat swój biznes, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Z pewnym wstydem, pokorą i smutkiem przyznaję, że cierpi na tym moja rodzina, dla której trochę brakuje mi czasu. Chciałbym więcej go poświęcić swej żonie, dzieciom, wnukom. Bo przecież tak naprawdę to nie kajakarstwo, ale oni są dla mnie najważniejsi na świecie, jednak… Chyba już wiedzą, że niektóre imprezy rodzinne raz po raz trzeba przekładać, bo mąż, ojciec, dziadek ma akurat ważne zawody. No cóż, tak to już jest z ludźmi, którzy zaprzedali się sportowi.

LG: W ubiegłorocznym roku w plebiscycie „Głosu Wielkopolskiego” Mistrzowie Sportu zdobył Pan tytuł „Działacz Dekady”, czy było to impulsem do jeszcze bardziej wytężonej pracy?
IP: W jakiś sposób na pewno tak, ale nie traktuję tego jako ukoronowanie kariery. Jeszcze wiele przede mną, jeszcze tak wiele chcę zdziałać, dlatego planuję dociągnąć co najmniej do setki. Więc bez przerwy dbam o siebie i dźwigam te ciężkie sztangi, pływam, jeżdżę na rowerze i na nartach. Chyba wszyscy sportowcy tak mają – nigdy nie gnuśnieją.

żródło: Głos Wielkopolski

Prezes Ireneusz Pracharczyk udzielił wywiadu do Głosu Wielkopolskiego. Artykuł pojawił się 31 grudnia 2021. Zapraszamy do lektury i prenumeraty https://plus.gloswielkopolski.pl/