Szeregowa Martyna Klatt wykonała zadanie na szóstkę

Szeregowa Martyna Klatt wykonała zadanie na szóstkę

Martyna Klatt (AZS AWF Poznań) w niedzielę, razem z Anną Puławską, została w Mediolanie mistrzynią świata w dwójce na 500 m. W tym roku obie panie zdobyły też złoto na ME w Racicach.

Czy spodziewałyście się tak pewnej wygranej w najważniejszym starcie sezonu? Z jednej strony nie byłam jakąś wielką optymistką, bo od rana w Mediolanie padało, więc nawet rozgrzewki nie miałyśmy na wodzie. Poza tym ja nie przepadam za takimi warunkami, wolę typowo letnią pogodę. Z drugiej strony po PŚ i ME miałyśmy spokojną głową i przekonanie, że stać nas co najmniej na podium. Eliminacje i półfinały też przebiegły po naszej myśli. Widać było, że jesteśmy mocne. Po starcie w finale poczułam się jeszcze pewniej, bo płynące najbliżej nas, groźne Australijki, nie były wcale z przodu. W połowie dystansu jeszcze mocniej ruszyłyśmy i zauważyłam, że mamy moc pod piórem. Wtedy wiedziałam już, że będzie dobrze.

A jakie wrażenia z samego toru w Mediolanie? Na torze w Mediolanie byłam rok temu na zgrupowaniu przed igrzyskami w Paryżu, wtedy tor pozostawiał wiele do życzenia. Nie był czyszczony z glonów i posiadał tylko trzy tory, a my mogliśmy korzystać z jednego. W tym roku tor już był przygotowany, była super atmosfera i świetna strefa dla kibiców. Pogoda jak na tą porę roku trochę nas zaskoczyła, bo było ulewnie i czasami burzowo.

Jak Pani ocenia nowego trenera, Zbigniewa Kowalczuka? Znałam trenera z czasów juniorskich, tylko, że to było 8 lat temu. Wspomnienia miałam dobre, bo za jego kadencji zdobyłam swój pierwszy międzynarodowy medal, na ME Juniorek, wtedy w składzie z Sandrą Ostrowską, Heleną Wiśniewską i Julią Olszewską. W tym roku podobało mi się, że plan był elastyczny z obciążeniami. Jeśli ktoś czuł się zmęczony obciążeniami treningowymi, to trener potrafił zmodyfikować trening. Dobrze też oceniam pracę trenera Grzegorza Łabędzkiego, który wprowadził sporo pozytywnej energii do grupy i czuć było, że robi wszystko z ogromną pasją. Motywował i wspierał nas podczas przygotowań, jak i w sezonie startowym. Zmiana bodźców treningowych, już mogę stwierdzić po sezonie, że zadziałała pozytywnie. Zobaczmy, co trenerzy zaproponują nam w dalszych przygotowaniach do igrzysk w Los Angeles, w planach mamy nowe bazy treningowe.

Jaką była zawodniczką Martyna Klatt, wkraczając w wiek seniorski, a jaką jest teraz, w wieku 26 lat? U mnie jest tak, że po każdym roku jestem bardziej dojrzałą kajakarką. Prowadzę dziennik treningowy i na bieżąco śledzę, co robię dobrze, a co mogę jeszcze poprawić. Wyciągam wnioski i pracuję dalej. Staram się też robić bilans plusów i minusów po każdym sezonie. Wszystko po to, żeby się rozwijać i mieć coraz większą samoświadomość. Staram się szukać nowych rozwiązań w różnych kwestiach i nie zamykać w ramach, które już znam. Czy należy Pani do grona tych sportowców, co po ostatnim wyścigu w sezonie przez miesiąc nic nie robią czy jednak stara się Pani utrzymać rytm treningowy? Zostaję w ruchu, bo mój narzeczony też ma gen sportowca we krwi i trudno mi sobie wyobrazić, że urlopu nie spędzamy bez sportu. Lubimy sporty wodne, mieszkamy niedaleko jeziora. We wrześniu na pewno jednak nie planuję wyjazdów, pragnę spędzić ten czas z rodziną w domowym zaciszu. Typowy urlop też się pewnie pojawi, ale to dopiero w drugiej połowie września. Szybko jednak wrócimy, bo w październiku czeka mnie szkolenie wojskowe i rozpoczęcie przygotowań do następnego sezonu, które rozpoczniemy zgrupowaniem w Centralnym Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu.

Widziałem filmik w internecie, na którym meldowała Pani, jako szeregowa swojej starszej stopniem koleżance z osady, wykonanie zadania... Służę w Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym od dwóch lat i bardzo się cieszę, że wstąpiłam do grona sportowców żołnierzy. Z dumą reprezentuje nasz kraj na arenach krajowych i zagranicznych.

Radosław Patroniak

Głos Wielkopolski
Wtorek, 26.08.2025

Archiwa